Recenzja #11 "Miecz Lata" Rick Riordan


Moja Ocena : 9/10

Z góry przepraszam za opóźnienia co do recenzji książki "Harry Potter i "Przeklęte Dziecko", ale spokojnie, pojawi się już wkrótce ;) 

Puki co przychodzę do Was z recenzją jednej z książek mojego wręcz ukochanego autora - Ricka Riordana (znanego niektórym jako wujek Rick). "Miecz Lata" to pierwszy tom nowej serii "Magnus Chase i Bogowie Asgardu". Nazwisko głównego bohatera może być znane tym, który mieli już styczność ze światem Percy'ego Jacksona ;) 

Książka miała swoją premierę rok temu, a na mojej półce pojawiła się kilka miesięcy później, za sprawą promocyjnej ceny w Empiku. Bardzo długą ją odkładałam, czego teraz niezwykle żałuje. Kiedy kilka tygodni temu pakowałam się na podróż pociągiem do Wrocławia, na szybko wpakowałam "Miecz Lata" do torby. Z początku rozdziały zdawały się nie mieć końca, ale mimo to i tak wciągnęłam się w tę historie. Ale najpierw, o czym jest ta książka? 


~ fabuła ~ 

Magnus po śmierci matki zostaje bezdomnym. Do tej pory jakoś mu się wiodło, ale nagle okazuje się że jest poszukiwany przez swojego wuja i kuzynkę ... a także innego wuja, Randolpha, którego młody Chase próbuje przechytrzyć. Zostaje jednak przyłapany podczas próby włamania do domu wuja i wpada prosto w jego ręce. Randolph zabiera go na most, który nagle zostaje zaatakowany przez ognistego olbrzyma. Niestety coś podczas walki idzie nie tak.
Dla Magnusa nowe życie zaczyna się dopiero po śmierci ...  

.  .  .

Jak zazwyczaj bywa u Ricka Riordana, mamy do czynienia z półbogami, bogami, olbrzymami ... ale tym razem w wersji nordyckiej! Przyznam szczerze, że o mitologii nordyckiej, przed przeczytaniem tej książki, nie wiedziałam praktycznie nic. Nie wiedziałam nawet, że jest taka mitologia! Mimo to nie przeszkodziło mi to we wczuciu się w te klimaty wikingów, run i tak dalej ... Miałam jedynie problemy z wymówieniem nazw światów lub miejsc (do tej pory mam z tym problem). 


Zacznijmy może od plusów "Miecza Lata", bo tych jest zdecydowanie więcej. Przede wszystkim narracja pierwszoosobowa, której tak bardzo u wujka Ricka brakowało mi odkąd przeczytałam Percy'ego Jacksona. Magnus był postacią, która nadawała powieści kolorów i humoru. Chodź skoro jesteśmy przy temacie bohaterów, to nie mogę nie wspomnieć o innych, którzy podbili moje serce. Mówię tu chociażby o najbliższych przyjaciołach Chasea - Sam, Blitzen i Hearth. Każde z nich było na swój sposób inne i wyjątkowe. 

Akcja książki rozgrywa się szybko i naprawdę uważam, że można się w te książkę wciągnąć. Zwłaszcza, dlatego że odbywa się ona na pewnej zasadzie. Otóż, nasi bohaterowie muszą zdobyć dla kogoś pewną rzecz, aby otrzymać informacje prowadzącą do innej osoby, dla której muszą zdobyć coś innego ... i tak w kółko. Z pozoru może się to wydawać nudne, ale wierzcie mi TAK NIE JEST! 

Jedynym małym minusem, który w "Mieczu Lata" męczy zapewne tylko mnie jest to, że wujek Rick w pewnym sensie łączy ze sobą książki, które stworzył, tak jak było to w przypadku "Czerwonej Piramidy" i Percy'ego Jacksona. Nie wiem czemu mi to tak trochę przeszkadza. W sumie w pierwszym tomie przygód Magnusa jest niewielkie połączenie ze sobą tej serii i serii o Percy'm, ale obawiam się, że w następnych tomach to może ulec zmianie. Chyba bardziej nastawiłam się na serie odrębną od innych, ale ... może się do tego przekonam :) 

Ogólnie bardzo zachęcam Was do przeczytania tej książki. Nieważne czy jesteście fanami Ricka Riordana, czy nie. A jeśli tak książka jest już na waszych półkach to nie odkładajcie jej i od razu zabierzcie się za czytanie ! 

Pozdrawiam, 
Bandzia.Book

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Eat, Pray and Read , Blogger