Naznaczeni Śmiercią  //  Veronica Roth

Naznaczeni Śmiercią // Veronica Roth

🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟

 


  Szczerze mówiąc, zostałam zmuszona do zakupu tej książki. Przez kogo - zapytacie. A no, przez moją siostrę, która (o bogowie!) jest największą fanką Niezgodnej (którą napisała ta sama autorka) jaką znam. W sumie nie mogę jej o to winić, bo to ja jej te serie pokazałam ... A jeżeli zamówiło się Naznaczonych śmiercią przedpremierowo w Empiku to jak się napisało do wydawnictwa, to można było dostać właśnie epilog Niezgodnej bla bla bla ...
  Skracając - Umowa była taka, że ja biorę Naznaczonych Śmiercią, a moja siostra tam kiedyś dostanie ten epilog. Nawet nie planowałam tego, żeby tą książkę przeczytać. Wiecie kiedy przeczytałam, że jest to powieść  gatunku "pogranicza sf i fantasy z elementami prozy psychologicznej" to jakoś mnie to nie zachęciło. Z resztą tak samo jak niektóre recenzje, które czytałam. 
  Skoro jednak ta książka się u mnie znalazła, to z braku innych pomysłów na czytanie czegokolwiek, to przeczytałam ją. 

 fabuła 

  Główni bohaterowie tej powieści to Cyra i Akos. Oboje żyją na planecie Thuvhe, którą zamieszkują dwa nienawidzące się wzajemnie ludy - Thuvhe (jak nazwa planety) i Shotet.
  Cyra - uważa się za potwora, ponieważ swoim dotykiem potrafi sprawić każdemu ogromny ból. Mało tego, przez to stała się bronią w rękach starszego brata Ryzeka, który po śmierci ich ojca został władcą Shotet (tego o wiele bardziej brutalnego ludu).
  Akos - jak już się zapewne domyślacie pochodzi z ludu Thuvhe, tego, który z kolei miłuje pokój i te sprawy. Wraz z rodzicami i rodzeństwem wiedzie spokojne życie, jednak biorąc pod uwag to, że jego matka jest wyrocznią, wszyscy obawiają się o bezpieczeństwo rodziny. Pewnego dnia razem z bratem Elijahem ( tak, wiem, że wszystkie nazwy w tej książce wyglądają jakby autorka z braku pomysłu uderzyła głową o klawiaturę i tak zostawiła )  zostają porwani i trafiają w ręce wrogiego Shotet. Tam poznaje Cyre ... 


  Może zacznę od tego, że książka niezwykle mnie zaskoczyła. Jak już wspominałam wzięłam się za czytanie Naznaczonych Śmiercią praktycznie od niechcenia, choć przyznaje bez bicia, że trochę mnie ona ciekawiła. Całość liczy sobie ok. 530 stron, więc wyobraźcie sobie jak się czułam, kiedy udało mi się to przeczytać w 3 dni! Dla niektórych to może norma, ale jak dla mnie to naprawdę cud. 
  
  Podziwiam autorów, którzy w swoich powieściach potrafią stworzyć nowe miejsca i światy. Tutaj Veronice Roth należą się specjalne gratulacje! Jestem nie tyle pod wrażeniem tych dziwnych nazw i tak dalej, ale bardziej tego, że w stworzonej przez siebie galaktyce wprowadziła także swoje nazwy roślin, takie jak: szakwiaty, czy piórzyca; nazwy zwierząt, ale przede wszystkim jednostki miary, np.: izyt - litr, czy pora - rok. 
  Właśnie wszystkie te nazwy (czy imiona) sprawiły, że ciężko było mi z początku ogarnąć tę książkę. Kiedy nagle pojawiało się jakieś nazwisko zastanawiałam się czy to przypadkiem nie ten koleś, który pojawił się wcześniej, jednak okazało się, że to był zupełnie kto inny i różne tego typu. Na szczęście moje nieogarnięcie minęło po jakiś niecałych 100 stronach, a dalej Naznaczeni Śmiercią praktycznie czytali się sami.
   Zwykle jest tak, że udaje mi się przewidzieć co dalej się w książce wydarzy (Bandzia-wyrocznia). Jest to spowodowane tym, że większość czytanych przeze mnie książek jest jakaś taka schematyczna.  W tej kiedy już myślałam, że wiem co się wydarzy nagle działo się coś innego i cała moja teoria się sypała. Akcja trzyma w napięciu. Dlatego tak pokochałam tę książkę!
   
  Naznaczeni śmiercią to książka napisana w dość specyficzny sposób. Przedstawia historię z perspektywy i Cyry, i Akosa. Nie ma tu nic 'oryginalnego', ale kiedy przekonamy się, że ta pierwsza jest pisana w formie pierwszoosobowej, a druga - trzecioosobowej, to dostajemy coś innego niż zwykle. W tym przypadku było u mnie na odwrót, niż z ogarnięciem tych wszystkich nazw:  tutaj na początku nie miałam z tym problemu, a potem zaczęłam się w tym lekko gubić. Wiecie ... może to było spowodowane tym, że straciłam orientacje w rozdziałach ... 
  Mimo iż całość szybko się czytało,  wolałam te rozdziały z perspektywy Cyry. Zwykle wydarzenia opisywane z perspektywy konkretnej osoby są łatwiejsze do zrozumienia.
  
  W trakcie czytania wiele razy zastanawiałam się, czy Naznaczeni Śmiercią to pierwszy tom nowej serii, czy jedynie powieść jednotomowa. Pewnie bierzecie mnie za debilkę - przecież wszystkie książki fantastyczne to teraz tomy jakiś serii!!! - ale im dłużej zbliżałam się do końca, tym bardziej byłam przekonana o tym, że nie będzie to żadna seria. 
  O bogowie! Wiecie jak się cieszyłam kiedy skończyłam czytać i końcówka ewidentnie dała znać o sobie, że będzie następny tom! Nie cieszyłam się głównie ze względu na to, że jeszcze nie muszę żegnać się na stałe z Cyrą i Akosem, ale byłam szczęśliwa, że autorka nie zmarnowała tak dobrego pomysłu na całą 'galaktykę' i nie ograniczyła tego wszystkiego tylko do jednego tomu. Z drugiej strony ... czeka mnie jeszcze rok czekania na następny tom ... 

  Powoli kończąc (bo rozpisałam się jak nigdy) ...  
  Uważam, że Naznaczeni Śmiercią to książka poruszająca pewną ważną kwestię. Chodzi o to jak otoczenie i inni ludzie, a właściwie przyjaźń z nimi wpływa na charakter, zachowanie i styl bycia innej osoby. Pokazuje to jak łatwo pod takim wpływem się zmienić. Czasem na lepsze, a czasem na gorsze.  

  Mam nadzieję, że jeżeli wahaliście się czy przeczytać Naznaczonych Śmiercią, czy nie, to namawiam was: Dajcie tej książce szanse! Wiadomo, że nie każdego ona zachwyci, jak mówiłam czytałam już kilka negatywnych recenzji, ale pamiętajcie o gustach się nie dyskutuje ;) 



Pozdrawiam, i lecę pisać nowy "Czwartek ze Zwiadowcami" ;D
Bandzia
  
Czw. ze Zwiadowcami #1 - "Płonący most" (tom 2)

Czw. ze Zwiadowcami #1 - "Płonący most" (tom 2)


* ten uczuć kiedy wszyscy twoi przyjaciele są na szkolnej dyskotece, a ty siedzisz i piszesz post na bloga *

  Jak widzieliście z zapowiedzi czwartki będę poświęcać Zwiadowcom (czyli najlepszej serii na świecie! ♥) 
Na pierwszy ogień idzie "Płonący most" czyli księga 2. Czemu? Bo recenzja pierwszej była w lipcu, a jak wiecie po pierwszej zawsze jest druga. A akurat ten tom należy to moich 3 ulubionych, więc nie przedłużajmy i zaczynajmy! Od razu mówię, że postaram się aby całe te Czwartki ze Zwiadowcami były bez-spojlerowe (przynajmniej ten tom, bo chyba przy 9 bez spojlerów się nie obejdzie). 

W "Płonącym moście", a dokładniej w pierwszym rozdziale, Gilan odwiedza Halta i Will'a. Mówi im, że król Duncan wysyła go poselstwem do Celtii, ale żeby wyruszyć potrzebuje jeszcze dwóch ludzi. Wybór pada na Will'a i jego przyjaciela-rycerza Horace'a. Kiedy docierają do granicy Celtii, doznają szoku widząc opustoszone wioski. W jednej z nich spotykają dziewczynę imieniem Evelayn, która oznajmia im, że mieszkańcy uciekli w głąb kraju, obawiając się napaści nieprzyjacielskich wargalów.
Przyjaciele szukają, więc innego sposobu na zdobycie sojuszników w tej wojnie. 

No to fabułę mamy za sobą. 
Dlaczego właśnie ta części jest dla mnie taka wyjątkowa skoro jest jednocześnie najcieńszą ze wszystkich? Przede wszystkim spodobała mi się pierwsza połowa książki. Cały przebieg wędrówki Gilana, Will'a i Horace'a, czytało się z ogromną przyjemnością, (szczególnie ćwiczenie obu czeladników przez Zwiadowce). 
Zaraz po przeczytaniu pierwszego tomu, nie mogłam sobie nawet wyobrazić tego, że autor mógłby coś zniszczyć w następnym, tak jak to w niektórych seriach bywa. Jednak akcja nadal trzymała mnie w napięciu, a w efekcie nie minęła chwila, a książka się skończyła. Cóż, życie. Zastanawiam się czasami czemu cudowne książki/serie kończą się tak szybko, a te mniej tak się ciągną ...

Wracając. W "Płonącym moście" pojawia si wspomniana już wcześniej Evelayn. Warto te postać zapamiętać, ponieważ ... no po prostu jest warta zapamiętania. Przyznam, że w drugim i trzecim tomie ją lubiłam, potem to moje 'lubienie' zmalało, a z czasem postać TEJ dziewczyny zaczęła mnie irytować (ale o tym może wspomnę więcej w recenzji "Bitwy o Skandie").  
Jak zapewne nie wiecie, uwielbiam bitwy w książkach! Zwłaszcza w tych fantastycznych. Właśnie w "Płonącym moście" ma miejsce pierwsza tak większa bitwa w tej serii, bo z tego co pamiętam to w "Ruinach Gorlanu" nie było takiej ... ale jak coś to nie bijcie.

Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć o drugim tomie. Po prostu jest cudowny! 

Bandzia

Copyright © 2014 Eat, Pray and Read , Blogger