Zaklinacz Ognia // Cinda Williams Chima


  Uwaga! Dziś przychodzę do was jak zwykle z długą jak epopeja narodowa i pogmatwaną niczym fabuła Mody na sukces, opinią na temat najnowszej książki wydawnictwa Moondrive, którą jest Zaklinacz Ognia. Autorką zarówno tej książki jak i całej serii Starcie Królestw jest dość znana autorka, a mianowicie Cinda Williams Chima.

  I tutaj muszę się przyznać, że kiedy przed chwilą sprawdzałam nazwę poprzedniej serii książek, którą napisała ta 65-letnia pani, natknęłam się na bardzo interesujący szczegół dotyczący obu tych cyklów. Nie mam tu na myśli tytułów... choć Siedem Królestw i Starcie Królestw rzeczywiście już same w sobie sprawiają wrażenie, że coś jest na rzeczy. Chodzi mi tutaj o sam fakt, że w obu przypadkach, mamy do czynienia z tym samym światem. Niestety, mimo iż przeczytałam Zaklinacz Ognia, to nie umiem wskazać między tymi seriami połączenia fabularnego, (być może, gdybym miała lepszą pamięć do nazwisk, to takie połączenie by się znalazło), ale znając życie, to w jakiś sposób się łączą.

   Wracając jednak do Zaklinacza Ognia... warto wspomnieć o jeszcze jednej sprawie dotyczącej tej książki. Otóż, pod koniec czerwca, gdy była jeszcze zapowiedzią wydawniczą jej okładka wyglądała inaczej niż ta, która jest teraz. Przyznaję się bez bicia, że o wiele bardziej podoba mi się pierwotna wersja i mam ku temu dziwny powód. Mianowicie, aktualna chyba za bardzo kojarzy mi się ze Szklanym tronem, a tamta miała swój taki niepowtarzalny (i taki magiczny) urok! Ale przecież nie samą okładką książka żyje...



  Żebyście mniej-więcej mieli zarys sytuacji, zaprezentuje wam poniżej obie okładki i wtedy możecie mi napisać w komentarzach, która z nich bardziej podoba się wam.

   Ja się nie dziwię, że te moje posty są takie długie, jak ja robię takie wstępy...

    NO ALE chciałam uprzedzić, że w tym poście będzie trochę o minusach tej książki, a mimo tego, będzie to opinia pozytywna. Bo przecież równie dobrze mogłabym napisać "Fajna książka. Przeczytajcie", ale czy nie od tego jest właśnie pisanie o książkach? O tym, żeby powiedzieć co nam się podobało, a co było bezsensu. Swoją drogą... myślę, że w każdej książce znajdziemy jakieś minusy. Nawet w tej najświetniejszej!

   No, dobra! Zacznijmy w końcu o tej książce! 


F A B U Ł A 

   Z tyłu okładki przeczytacie, że Zaklinacz ognia opowiada o losach dwójki bohaterów. Cha! A moim zdaniem opowiada o czwórce, tyle że ta dwójka jest taka bardziej wyszczególniona. Ale o tym może za chwile...

   Przedstawiam wam dwa królestwa - Arden i Fellsmarch. Jak to zwykle bywa, trwa między nimi zażarta wojna. Władca pierwszego z nich, Gerard, to okrutny tyran, który marzy o zawładnięciu wszystkimi Siedmioma Królestwami, natomiast królową Fellsmarchu jest urocza żona Wielkiego Maga, która kilka miesięcy temu straciła swoją najstarszą córkę - następczynię tronu. Cała jej rodzina i królestwo, pozostają w żałobie po śmierci młodej dziewczyny.
  Jednak to nie na niej będziemy się skupiać, a na jej trzynastoletnim bracie - Adrianie, który marzy o tym by zostać magicznym uzdrowicielem. Oczywiście tak jak wszyscy jest bardzo załamany ostatnimi wydarzeniami, jednak bardziej obawia się, że przez zaistniałe zagrożenie, rodzice nie pozwolą mu uczyć się w szkole dla czarodziei.

   Podczas jego rozmowy z ojcem na ten temat, zostają zaatakowani przez wrogich bandziorów. Niestety mężczyzna nie wychodzi z tego ataku żywy, a chłopiec obwiniając się o jego śmierć, postanawia uciec z królestwa i poprzysięga zemstę, na królu Ardenu.

   Co w tym czasie dzieje się w drugim królestwie?
   Tam mamy Jennę, tajemniczą dziewczynkę z magicznym znamieniem na karku. Tak jak większość dzieci w tamtych rejonach, była zmuszona do pracy w kopalni w Delphi. Przynajmniej tak jak wszystkie nie chodzi głodna, ponieważ jej ojciec na swoją karczmę. Jednak częściej niż sama zjada jedzenie od niego, dzieli się nim ze swoimi przyjaciółmi, którzy zostają niespodziewanie zabici podczas wystąpienia króla Gerarda.
   Od tej pory dziewczyna postanawia dołączyć do walk przeciwko królowi.

   Tak mija cztery lata, a nasi bohaterowie w końcu spotykają się na dworze królewskim w Ardenie. Czy razem uda im się zemścić na królu, który zniszczył ich życie?

.   .   .


   Tak więc, co mogę powiedzieć o Zaklinaczu Ognia. Przede wszystkim dostałam w niej co czego ostatnimi czasy szukałam, czyli jakiejś lżejszej fantastyki, którą w miarę szybko się czyta...
   Choć jak już wspominałam, książka bardzo mi się podobała, to jednak jest jedna rzeczna której się w sumie mocno zawiodłam. (spokojnie, o tych innych bohaterach będzie za minutkę). Otóż, chodzi o wątek SMOKÓW.

   Podczas promocji książki często powoływano się właśnie na smoki. Było dużo zdjęć, grafik i innych takich powiązań między Zaklinaczem, a tymi stworzeniami. Nawet specjalny box związany z tą powieścią, który stworzyło wydawnictwo Moondrive, zawierał wiele takich smoczych motywów.
   Niestety pierwszy smok (czy nawet samo to słowo) pojawia się dopiero kilkadziesiąt stron pod koniec książki. Jestem właściwie w 100% przekonana, że gdyby nie cała ta reklama smokami, wcale bym nie doświadczyła zaskoczenia w tej sprawie. Już nie wspomnę o tym, że obrazek ze smokiem widnieje przy numerze każdego rozdziału...

    Minuta minęła! Miałam przecież wspomnieć o tych pozostałych głównych bohaterach. 
    Właściwie sytuacja wygląda tak, że no niby mamy tych dwoje głównych bohaterów, ale cała książka jest opisywana z perspektywy czterech osób. Jest jeszcze Destin (nie mylić z Dusty'm z Samolotów ) i Lila. Jego poznajemy jako szpiega pracującego dla króla Gerarda, a ją jako przyjaciółkę Adriana (Asha) ze szkoły czarodziei. W sumie to trochę krzywdzące, że nie ma nawet ich imion w opisie fabuły, ale z drugiej strony, ktoś chyba uznał, że byłoby to zbędne. Może i racja, choć gdybyśmy przeczytali te książkę nie czytając opisu fabuły, to mogli byśmy dojść do wniosku, że Destin i Lila są nie mniej ważni. 

   Jak dla mnie dobrze wykreowani bohaterowie, to zdecydowany plus tej powieści (no może prócz Lili, której nie trawię). A skoro już jesteśmy w tym temacie, to może opowiem o moich uczuciach co do nich. 
   Więc tak, Asha polubiłam od samego początku, być może dlatego, że jego początkowy wątek skojarzył mi się z Czarnoksiężnikiem z Archipelagu. Może nie nazwałabym go swoim nowym mężem książkowym,ale jak już mówiłam to całkiem fajny chłop. Przystojny, pracowity rudzielec, może wydawać się nieco zbyt schematyzmy (choć zwykle tacy są w książkach bruneci), dlatego jest jeszcze Destin. Myślę, że gdybym miała wybrać swoją ulubioną postać z Zaklinacza to raczej odpowiedź padłaby właśnie na niego. Potrafił dopiąć swego i chyba nie udało mu się mnie niczym w kurzyć co oceniam na duży plus. 
   Teraz kobitki, czyli Jenna i Lila. O tej drugiej już mówiłam i chyba nie będę się nad nią dłużej rozwodzić. Po prostu jej nie lubię i tyle. Czy umiem to uzasadnić? To jedna z tych lasek "co to nie ona". Na ale wiadomo, że w każdej książce musi być ktoś kogo będziemy chcieli udusić.
   Została jeszcze Jenna. Napiszę tylko, że to zawzięta bohaterka, którą da się lubić, bo właśnie zauważyłam, że napisałam już tyle, że wypadałoby powoli kończyć.

   Dlatego będziemy lecieć teraz szybko!
   Akcja. Co do akcji to serio sporo się w tej książce dzieje. Czytałam jedną opinię, która mówiła, że Zaklinacz to nudna książka. Wiem, że ile ludzi tyle gustów, ale ja o Zaklinaczu na pewno nie napisałabym, że jest nudny. Jeszcze raz powiem, że mnie się podobała i w porównaniu, na przykład z Silver. Pierwszą księgą snów, to jest arcydzieło!

   Nie wiem, czy jest jeszcze coś o czym nie wspomniałam... ogólnie polecam i zachęcam do przeczytania Zaklinacza Ognia żebyście sami mogli wyrobić sobie opinię na temat tej książki. Ja oceniam ją jak najbardziej na plus, mimo iż nie dałabym jej 10/10 ze względu na te smoki i (coś o czym jeszcze nie wspominałam) romans dwójki głównych bohaterów, ponieważ jak dla mnie był dość, bo ja wiem... specyficzny, ale o tym się przekonacie, jak już przeczytacie.


   Jeszcze na koniec CIEKAWOSTKA!

  4 kwietnia tego roku, swoją światową premierę miał  drugi tom serii Starcie Królestw, a mianowicie Shadowcaster, który w Polsce zapewne zostanie przetłumaczony na Zaklinacz Cieni (lub coś w tym stylu), biorąc pod uwagę to, że pierwszy tom (Flamecaster) przetłumaczono na Zaklinacz Ognia.
   Ciekawostka polega jednak na tym, że głównymi bohaterami prawdopodobnie nie będą bohaterowie z pierwszego tomu. Z tego co udało mi się zrozumieć z opisu, Shadowcaster będzie głównie się skupiał na młodszej siostrze Asha - Alyssie (nie wiem jak odmienić Alyssa), która po jego ucieczce została w królestwie Fellsmarch tylko z matką. Mam nadzieję, że książka będzie jeszcze lepsza niż pierwszy tom, więc czekam.
   O! A światowa premiera trzeciego tomu serii jest zapowiedziana na 3 kwietnia 2018, choć jeszcze nie wiem o czym będzie. Cóż, zobaczymy.

  Chcę Wam podziękować, że doszliście, aż tutaj! Jesteście naprawdę kochani! Mam nadzieję, że mimo takiej opinii i tak zachęciłam was do przeczytania, bo na tym mi zależało, ale jakoś nigdy nie mogę pozbierać myśli do kupy.
   Jeszcze raz dziękuję i niech moc będzie z wami! 


B A N D Z I A 💛


( jeżeli zauważyłeś jakiś błąd, koniecznie daj znać, będę wdzięczna! )   

4 komentarze:

  1. W którymś momencie, powiem szczerze, miałam już serdecznie dość tej książki, bo wyskakiwała mi dosłownie zewsząd, a w blogosferze czytałam kilka recenzji i chyba ta jest pierwszą, która jest na plus... Nie wiem sama, czy w końcu przeczytam "Zaklinacza", ale na pewno dałaś mi do myślenia nad tym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam raczej negatywne opinie na temat tej książki, ale postanowiłam spróbować i cóż... nie taki "Zaklinacz" zły jak go malują ;)
      Mam nadzieję, że jednak kiedyś sięgniesz po tę pozycje i tak jak ja doznasz miłego zaskoczenia! :D

      Usuń
  2. Pierwsza rzecz - masz zdecydowanie rację co do okładki. Nie samą oprawą żyjemy, ale pierwsza wersja bije drugą na głowę! Nawet mi - osobie, która nigdy nie czytała ani jednej książki Sarah J. Mass - ta finalna kojarzy się ze "Szklanym tronem"... Do "Zaklinacza ognia" zapewne nigdy nie dotrę, bo to już chyba nie moje klimaty. Kilka lat temu rzuciłabym się na nią bez chwili zawahania. Teraz jednak jeśli już sięgam po fantasy, to po brutalne i ostre. Nie takie lekkie, na jakie wygląda prezentowana powyżej powieść.

    Pozdrawiam cieplutko,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mi się bardziej podoba pierwsza wersja :C
    Bardzo przyjemnie czytało mi się twoją recenzję, aczkolwiek książki póki co nie mam w planach ;)

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Eat, Pray and Read , Blogger